Gerhar Jeske.


Gerhard Jeske człowiek, który przez całe życie wracał do Gdańska
Na czwartym piętrze niewielkiego mieszkania w Hamburgu, za zawsze opuszczonymi żaluzjami, mieszkał człowiek, którego trudno było pomylić z kimkolwiek innym. Nie miał telewizora. Nie miał nawet lodówki. Miał za to książki. Mnóstwo książek. Regały stały niemal przy wszystkich ścianach. Były fotografie, gazety, stare taśmy filmowe, urządzenia do ich odtwarzania, komputery i kilka monitorów. Wszystko miało swoje miejsce. Gerhard dokładnie wiedział, gdzie czego szukać i nie lubił, kiedy ktoś sam próbował coś wyjąć z półki. Łatwo było bowiem coś przestawić, a wtedy jak twierdził wiedziałby, że ktoś poruszał jego porządek. Drzwi otwierał tylko osobom, z którymi był wcześniej umówiony. Ja również zawsze najpierw pisałem do niego maila. Ustalaliśmy dzień i godzinę, a potem przychodziłem.



Dziecko znad Motławy

Gerhard Jeske urodził się 20 sierpnia 1929 roku przy Leegetor w Gdańsku. Jego rodzina mieszkała kolejno w różnych częściach miasta na Dolnym Mieście, przy Wallplatz i przy Groddeckgasse. W 1938 roku przyszedł czas na przeprowadzkę, która dla jego późniejszych wspomnień okazała się najważniejsza. Rodzina przeniosła się do Groß Walddorf-Kolonie Sonnenland, na Dahlienweg 3. Był to świat drewnianych domów, ogrodów i działek, położony na obrzeżach miasta. Ojciec Gerharda pochodził z rodziny związanej z rolnictwem i, jak sam wspominał, w mieście nie czuł się najlepiej. Dlatego rodzina kupiła działkę z domem i stopniowo ją rozbudowała. Po latach Gerhard potrafił jeszcze pokazać, jak wyglądały tamte domy. Opowiadał o kolonii, o prostych warunkach życia, pompie z wodą i o tym, że do miasta i do tramwaju trzeba było iść około piętnastu minut. Groß Walddorf było miejscem prostym, ale dla chłopca był to jego świat. I właśnie ten świat pozostał w jego pamięci na całe życie. Kiedy wiele dziesięcioleci później opowiadał o swojej Olszynce, nie zaczynał od wielkich wydarzeń. Pamiętał most. Pamiętał wodę. Pamiętał innych chłopców. Pamiętał wiatr.





Kąpiel przy Straußgasserbrücke

Gerhard wspominał, że razem z kolegami kąpali się przy Straußgasserbrücke. Spotykali tam młodzież z Morgenröte i innych kolonii. Obok mostu znajdowało się wielkie lodowisko, a zimą przechowywano tam lód przeznaczony dla różnych zakładów i rzeźni. Był też drewniany płot. I właśnie ten zwyczajny, niepozorny płot utkwił mu w pamięci na długie lata. Kiedy było zimno, chłopcy biegali za nim, żeby się ogrzać. Gerhard wspominał później, że nad Gdańskiem często świeciło słońce, ale wiatr potrafił być bardzo chłodny. Zdarzało się, że mówił kolegom: Wyjdź z wody, masz już sine usta. Pamiętał nawet, że nad wodę trzeba było zabierać koc i przynosić kije, żeby zrobić osłonę przed wiatrem. Są to bardzo proste wspomnienia. A jednak właśnie z takich drobiazgów składa się pamięć o miejscu. Nie z wielkich dat. Z mostów, ścieżek, wiatru, drewnianych płotów i ludzi, którzy byli wtedy obok.



Olszynka, którą pamiętał.

Gerhard nie patrzył na dawną Olszynkę tak, jak patrzymy na nią dzisiaj. Dla niego była częścią dzieciństwa. Była drogą prowadzącą do miasta, wodą, koloniami mieszkaniowymi i ogrodami. Była miejscem, w którym dorastał. W jego opowieści wracała także druga strona tamtego świata coraz silniej obecna w latach trzydziestych wraz z umacnianiem się nazizmu. Pamiętał między innymi, że wieczorami zamykano bramy prowadzące do kolonii, a później władze nakazały ich otwieranie. Wspominał też podporządkowanie życia kolonii miejscowej strukturze partyjnej i konieczność uzyskiwania zgody na organizowanie różnych imprez. Dzieciństwo i historia nie istniały więc obok siebie. One spotykały się w tym samym miejscu. Wojna zmieniła wszystko. Wojna przerwała normalne życie rodziny Jeske. Gerhard obserwował świat, w którym coraz trudniej było oddzielić codzienność od polityki i przemocy. Dwukrotnie widział poniżające traktowanie więźniów KZ Stutthof. Z powodu zagrożenia bombardowaniami został wraz z innymi chłopcami ewakuowany z Gdańska. Później rodzina przeżyła ostatnie miesiące wojny w mieście, a w czerwcu 1945 roku opuściła Gdańsk i wyjechała na północ Niemiec. Dla wielu ludzi oznaczało to zamknięcie jednego rozdziału życia. Dla Gerharda najwyraźniej był to dopiero początek wieloletniego powrotu.



Człowiek, który nie zapomniał.

Po wojnie jego życie potoczyło się w Niemczech. Pracował, studiował teologię, został diakonem, a następnie zrezygnował z posługi i wrócił do życia świeckiego. Później związał się z fotografią, grafiką i działalnością społeczną. Współtworzył grupy artystyczne, fotografował i filmował, nagrywał rozmowy z ludźmi, interesował się historią Gdańska i przez lata gromadził materiały dotyczące miasta.Z czasem fotografia stała się jednym z jego najważniejszych sposobów zatrzymywania przeszłości. Nie tylko tej wielkiej. Także zwyczajnej. Domów, których już nie ma. Ulic, które się zmieniły. Ludzi, którzy odeszli. Od 1971 roku fotografował Gdańsk, dokumentując między innymi starą architekturę. Sam mówił później, że wiele z fotografowanych przez niego budynków zostało już rozebranych albo przebudowanych i dlatego jego zbiór stał się z czasem dokumentem historycznym. W ten sposób chłopiec z Groß Walddorf zaczął po latach ratować od zapomnienia miasto swojego dzieciństwa.

Samotność.

Gerhard żył skromnie. Jego mieszkanie było pełne materiałów, ale samo życie wyglądało inaczej. Nie żył w dostatku. Pracował między innymi jako taksówkarz. Hamburg znał bardzo dobrze, niemal na pamięć. To, co zarobił, przeznaczał przede wszystkim na wyjazdy do Gdańska i na swoją działalność fotograficzną. Nie był człowiekiem łatwym. Miał silny charakter, własne poglądy i nie bał się polemiki. Czasami odnosiłem wrażenie, że łatwiej było go sprowokować do dyskusji, niż przekonać do zmiany zdania. Miał też więcej krytyków niż zwolenników. Gerhard sam uważał, że jego samotność wynikała przede wszystkim z tego, że wielu jego dawnych znajomych już nie żyło, a młodsze pokolenie nie interesowało się tym, co dla niego było ważne. Być może miał rację. A być może jego samotność miała więcej niż jedną przyczynę. Był przecież człowiekiem wymagającym także dla otoczenia. Nie potrafił łatwo przechodzić obok spraw, które uważał za nieprawdziwe lub niewłaściwe. Wierzył w Boga, ale po doświadczeniach wyniesionych z Kościoła ewangelickiego odszedł z jego posługi i nie wrócił już do kościelnego życia. Także tutaj pozostał wierny własnemu sposobowi myślenia.




Gdańsk pozostał z nim.

Przez dziesięciolecia Gerhard wracał do Gdańska. Zbierał książki, gazety i fotografie. Rozmawiał z ludźmi. Fotografował. Filmował. Przechowywał taśmy i dokumenty. Niektóre z jego zdjęć trafiły do książek poświęconych Gdańskowi, inne wykorzystywano w prasie i filmach. Jego działalność związana z polsko-niemieckim dialogiem została w 1998 roku uhonorowana Złotym Krzyżem Zasługi. A jednak pod koniec życia nadal mieszkał samotnie w swoim niewielkim mieszkaniu. Wokół niego były książki, fotografie i pamięć. A za oknami współczesny Hamburg.
Ten, który za dużo śni o starej ojczyźnie...
Kiedyś Gerhard Jeske wpisał mi w egzemplarzu swojej książki zdanie: Ten, który za dużo śni o starej ojczyźnie, w nowej ojczyźnie słabo się zakorzenił. Czy można jednym zdaniem opisać całe jego życie? Być może nie. Ale trudno oprzeć się wrażeniu, że Gerhard przez całe życie nosił w sobie miejsce, z którego wyszedł jako chłopiec. Dla innych był to już tylko dawny Gdańsk. Dla niego wciąż istniały Dahlienweg 3, Groß Walddorf, most, woda, wiatr, koledzy i droga do miasta. Przeszłość nie była dla niego zamkniętym rozdziałem. Była czymś, do czego można było wracać.



A gdzie w tym wszystkim jest Olszynka?

To jest właśnie miejsce, w którym chciałbym umieścić najbardziej osobisty fragment naszej opowieści. Bo około 25 lat temu Gerhard Jeske pojawił się również na mojej drodze. Spotykałem się z nim w jego małym mieszkaniu, wśród książek, fotografii i dokumentów. Mogłem korzystać z jego zbiorów, pożyczać książki, gazety i fotografie. Pomagałem mu również skanować zdjęcia. Ale najważniejsze nie były same fotografie. Najważniejsze były rozmowy. To właśnie one sprawiły, że zacząłem coraz uważniej patrzeć na Olszynkę i pytać o jej przeszłość. Gerhard przez całe życie szukał śladów swojego Gdańska. A ja, dzięki niemu, zacząłem szukać śladów jego Olszynki. I być może właśnie dlatego pamięć o Gerhardzie Jeske nie kończy się wraz z jego życiem. Bo czasami historia jednego człowieka staje się początkiem historii drugiego.



Gerhard Jeske zmarł 17 lipca 2026 roku. Pozostały po nim fotografie, filmy, książki, wspomnienia i ludzie, których zainspirował do szukania śladów przeszłości, w której jedna pamięć stała się początkiem następnej.